zwodniczymi kolejami losu sunie mój pociąg śpiewy i szepty nic mi nie pomoże kto tak szepcze kto pięknie śpiewa hymn miłości czasem pociąg wykoleja się śpiewy i szepty dokoła
jestem kobietą myślę o tym gdy układam włosy by zasłonić nimi rumieńce gdy maluję rzęsy by oczy nie płakały gdy ubieram kolorową sukienkę by zakryć to co smutne we mnie jestem kobietą myślę i uśmiecham się
mówicie że pamiętacie o mnie w modlitwach a ja nie pacierzy potrzebuję ale silnego uścisku przytulenia zapewnienia że nie na marne przesuwam muszelki różańca nimfy tańczą na mokrym piasku myślę o nich zapominając słów modlitwy
żyję w kamieniu rzuconym w wodę oddech mój tworzy kręgi łamie gładkość tafli ofiarowuje chwilową iluzję ciała stałego czas przypomniał sobie o mnie że żyję teraz galopuje by nadrobić swą wcześniejszą ospałość konie wbiegają do wody kręgi pękają żyję
czemu kłamstwo wywołuje uśmiech a prawda łzy czy nie powinno być odwrotnie? prawda przecież jest czysta i kwitnąca kłamstwo natomiast ubłocone więdnie wyrzucam kwiat kłamstwa przez okno doniczka roztrzaskuje się na chodniku płaczemy lecz z jakiego powodu? przez śmierć wygodnego fałszu czy tryumf bolesnej prawdy?
wyuczone gesty romantyzmu zdobią nasze poranki nie uczucie lecz przyzwyczajenie kieruje nasze dłonie podsuwa ustom słowa skąd to wiem? wczoraj w nocy przez sen szeptałeś imię nie moje
wiewiórki goniły się po drzewie zahaczając pazurkami o korę zerkając z rozbawieniem na ludzi stojących przy ścieżce spoglądających na ten teatrzyk czy wiewiórki wiedzą że dzięki nim pewna smutna kobieta wreszcie się uśmiechnęła?
być w sobie szaleńcem strzelającym racjonalizmem przyzwoitym człowiek z kategorii zwierzę okrucieństwa zła pora bo nawet mały chłopiec chce być w sobie szaleńcem wiersz aleatoryczny
słodkie dźwięki wiolonczeli wylewają się wartkim strumieniem z okna ogród gra tak pięknie że nawet pszczoły zamarły w kielichach kwiatów obciążone zebranym pyłkiem zauroczone słodką niczym miód melodią
z zamkniętymi oczami ciężej mi pisać ale obiecałam sobie ich nie otwierać śledzę więc wklęśnięcia na kartce litery czarny tusz rozmywa się pod moimi opuszkami to nie jest ważne i tak ich nie odczytam z zamkniętymi oczami ciężej mi pisać ale obiecałam sobie ich nie otwierać i wierzę że to dobra decyzja bo tylko ciemność czarna niczym tusz pozwoli mi uwolnić się i ruszyć z miejsca
bliżej nieba bliżej słońca i księżyca bliżej gwiazd mnie ciągnie jakaś siła której nazwać ani nie chcę ani nie potrafię i choć jej nie znam cieszę się że jest bo to znaczy że nie do końca opustoszałam